Wejście było ciekawe. Paliło słońce a wokół cisza. Jeszcze większa cisza zapanowała kiedy się przywitaliśmy i onieśmieleni tym że dawno się nie widzieliśmy, cisza zapadła jeszcze większa. Słyszeliśmy tylko ptaki które śpiewały pieśń, w której prosiły naturę o deszcz. A nie, jeszcze słyszeliśmy dźwięk kosiarki. Pospiesznie w rękach pana ogrodnika kończyła przygotowywać miejsce do uroczystości pod chmurką. Co się wydarzy? W końcu kosiarka ucichła, a cisza przerodziła się w chaos przygotowań. Nie wiedzieliśmy co z tego wszystkiego wyniknie. Wszystko działo się tak szybko i inaczej. I ten upał. Chętnie wbilibyśmy się też pod ten ciągle oblegany prysznic. I wybiła ta godzina. Nagle wszyscy gotowi. Nie wiadomo kiedy wszystko zostało przygotowane w najdrobniejszych szczegółach. I potoczyło się najpiękniej jak tylko można sobie wyobrazić. Otworzyła się tama z której wylała się rzeka emocji. A zdjęcia zrobiły się już same. :-) P.S. Nie spadła ani jedna kropla deszczu.

 

Share on Facebook